Powiedzonka mojej babci

Język się zmienia i często dawne przysłowia i powiedzonka wychodzą z użycia. Dlatego postanowiłam spisać powiedzonka mojej nie żyjącej już babci. Babcia miała wady i zalety a w języku była dość dosadna.

  • jedno w piec drugie przyoblec – wtedy gdy ktoś był bardzo rozrzutny i lubił za dużo kupować,
  • szkłem dupę podcierać – oznaczało nadmierną oszczędność,
  • liczył dziad na cudzy obiad, swojego nie zjadł cudzego nie dostał – to się tyczyło postaw roszczeniowych i gdy ktoś chciał za dużo od życia, ( w oryginalne powiedzenie to brzmiało: spuszczał się dziad na cudzy obiad, swojego nie zjadł cudzego nie dostał. Słowo „spuszczać się” oznaczało kiedyś coś zupełnie innego niż teraz, czyli „liczyć na kogoś lub na coś, ufać”. Teraz słowa tego się zupełnie nie używa w tym znaczeniu, za to znaczy ono coś zupełnie innego.
  • o dupę potłuc – coś marnego, do kitu, chodziło tu raczej o działanie, stan, zdarzenie a nie o rzecz materialną,
  • to się psu na budę nie zda – znaczenie identyczne jak wyżej, w znaczeniu że coś jest nic nie warte i nie można tego wykorzystać nawet na budę dla psa. Przykre jest to, że kiedyś i niestety także nadal, psy były źle traktowane, do tego stopnia, że budę dla psa budowano z do niczego nie potrzebnych odpadków,
  • pies ze złamaną nogą się tym nie zainteresuje – w znaczeniu nikt, nawet pies ze złamaną nogą, który pożywi się byle czym i nie może grymasić. Niestety skoro powstało takie powiedzonko, dziś już bardzo rzadkie, psy ze złamaną nogą musiały być w tamtych czasach częstym zjawiskiem i nikt im nie pomagał. Przykre.
  • kpisz czy o drogę pytasz? – pytanie zadawane wtedy, gdy ktoś zrobił lub powiedział coś niezwykłego, niespotykanego i niezrozumiałego. Pytamy wówczas: żartujesz czy mówisz poważnie.
  • za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa – powiedzenie to dotyczy czasów, kiedy jest dobrze, bogato i dostatnio. Stwierdzenie to było ironiczne i krytyczne wobec osoby rozrzutnej, która wydaje za dużo pieniędzy. Stwierdzenie też mogło paść w sytuacji, kiedy jest bogato i dostatnio, na przykład na widom suto zastawionego stołu (nieco ironicznie).
  • zastaw się a postaw się – ironiczna krytyka osób, które potrafią się zapożyczyć, po to aby na pokaz uchodzić za bogate.
  • wariat czy żonaty? – to powiedzenie wyszło całkowicie z użycia. Prawdopodobnie oznaczało naśmiewanie się, z kogoś kto zachowuje się dziwnie i nietypowo.

Warto się zastanowić nad powiedzeniem „Za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa”, które obecnie słyszy się bardzo rzadko. Co ciekawe, spotkałam się z dwoma sposobami interpretacji historycznej tego powiedzenia. Powszechnie uważa się, że za króla Sasa, czyli Augusta II i Augusta III, był taki dobrobyt, że ludzie mieli bardzo dużo do jedzenia. Trudno uwierzyć, gdyż były to czasy przedrozbiorowe, gdy nasilał się kryzys. Był to też okres oziębienia klimatu w Europie. Oziębienie zaczęło się już w XIV wieku i osiągnęło apogeum w wieku XVII i XVIII. Najpierw oziębienie dopadło Europę Zachodnią, gdzie zapanował głód. Dlatego dla Polski wiek XVI był okresem dobrobytu i wzrostu znaczenia szlachty, gdyż w tym czasie szlachta znacznie wzbogaciła się na eksporcie żywności do głodującej Europy Zachodniej. Oziębienie, głód, kryzysy gospodarcze wywoływały też wojny. W XVII wieku Polska musiała walczyć na 3 fronty, z czym mocna szlachta jakoś sobie poradziła. Wojny te, szczególnie potop szwedzki, jak również oziębienie klimatu w XVIII wieku spowodowało zmniejszenie się liczby ludności, kryzys gospodarczy i upadek znaczenia szlachty, która popadła w zależność od magnatów. Czy więc za Sasów w XVIII wieku mogło być tak bogato? Szczególnie, że panowanie Augusta II łączyło się z wojną północną, która toczyła się na ziemiach polskich i zakończyła się upadkiem zarówno Szwecji jak i Rzeczpospolitej, a wzrostem znaczenia Rosji i Prus. Słyszałam też taką interpretację tego powiedzenia, że była to krytyka dworu królewskiego za Sasów, którzy prowadzili wystawne życie i wystawny dwór, podczas gdy reszta społeczeństwa biedowała.

Z powiedzeniem „wariat czy żonaty” łączy się anegdota z życia mojej rodziny. Gdy mój wujek był małym dzieckiem, przychodził do mamy, mojej babci, i pytał: „Mamo, ja zunat?” Wszyscy się zastanawiali latami, co to mogło znaczyć. Moja babcia doszła do wniosku, że jej synek przekręcił słowo żonaty. Nie chciał być wariatem, wolał być żonaty, choć w tym wieku nie wiedział jeszcze co to znaczy.

Ciekawe, że powiedzonko to dotyczyło tylko mężczyzn. Nie było powiedzenia „wariatka czy mężatka”. Może było tak dlatego, że wobec mężczyzn można było sobie pozwolić na bardziej dosadne określenia, zaś wobec kobiet nie. Kobietom należało się kulturalne traktowanie i szacunek. W czasach mojej babci, nie do pomyślenia było, by przekląć lub wypowiedzieć brzydkie słowo w obecności kobiety. Należało przeprosić, że kala się delikatne kobiece uszy. Zaś kobieta musiała przynajmniej zgromić winowajcę wzrokiem. No cóż, były to czasy kiedy kobietom nie wypadało publicznie kląć, palić papierosów, czy pić alkoholu, czy też używać wyrazów.

Moja, św. pamięci, babcia, Józefa Kołodziejak, z domu Olejnik, urodziła się w 1907 roku. Zmarła w wieku 89 lat w wyniku powikłań po złamaniu nogi. Była prostą kobietą, pochodzenia chyba chłopskiego. Urodziła się w Ursusie, gdzie spędziła dzieciństwo, lecz nie wiem kim byli moi pradziadkowie, o nazwisku Olejnik. Miała brata, który zginął w czasie wojny (nie wiem czy pierwszej czy drugiej) oraz niepełnosprawną siostrę Janinę, która do późnej starości mieszkała w Ursusie.

Babcia wyszła za mąż za mojego dziadka, który pochodził z podwarszawskiej wsi. Jego siostra do późnej starości prowadziła z mężem gospodarstwo wiejskie we wsi Zabłotnia. Nie mieli dzieci. Dziadek pracował całe życie jako woźny w urzędzie notarialnym, tzw. „chipie” przy obecnej trasie W-Z, zaś babcia była gospodynią domową przy mężu i nigdy nie pracowała zawodowo. Praca mojego dziadka polegała na szukaniu akt notarialnych i dostarczaniu ich notariuszom. Był człowiekiem bardzo zaradnym, dzięki niemu cała rodzina przeżyła wojnę. W czasie wojny handlował wódką i innymi rzeczami narażając życie i dzięki temu jakoś utrzymał rodzinę. Rodzina uratowała się, gdyż przed powstaniem dziadek wywiózł wszystkich na wakacje na wieś, gdzie zastało ich powstanie warszawskie. Po powrocie do Warszawy zastali w swoim mieszkaniu inną rodzinę, która je zajęła. Jakiś czas gnieździli się razem, póki tamci nie znaleźli sobie czegoś innego. Dziadek jakiego pamiętam był miłym, starszym panem, który zawsze nosił w kieszeni cukierki dla dzieci. Zmarł w wieku 73 lat na raka żołądka. Babcia była osobą zaradną, energiczną, dobrze gospodarującą. Była kopalnią ciekawych powiedzonek, które nie wszystkie zapamiętałam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *