Tanger – wycieczka do Maroka 2000

Historia Tangeru

Według mitologii greckiej Tanger lub Tangi został stworzony przez giganta Anteusza. Kartagińscy żeglarze wspominali o Tangi już 500 lat p.n.e. Był on odwiedzany przez Fenicjan znacznie wcześniej. Za panowania cesarza Dioklecjana Tanger stał się stolica prowincji rzymskiej Mauretania Tingitana. W V w. n.e. do Tangeru wtargnęli Wandalowie, którzy zajęli Afrykę północną. Wiek później Tanger wszedł w skład Cesarstwa Bizantyjskiego. Wraz z najechaniem Arabów na te tereny w VIII w. n.e. większość mieszkańców przeszła na Islam. Gdy Mulaj Idris I ustanowił swoje królestwo w Volubilis w 788, Tanger stał się obiektem walki między dynastią Idrysydów a Umajadów, a później przechodził pod władanie różnych dynastii walczących o te tereny.

W XIV w. Tanger stał się wielkim portem śródziemnomorskim. W 1471 r. miasto zostało zdobyte przez Portugalczyków, którzy zmienili wielki meczet w katedrę. Tanger przechodził z rąk do rąk, okupowany przez Hiszpanów, Portugalczyków i Anglików. W XVII w. został ostatecznie wyzwolony z rąk Anglików, którzy jednak odchodząc zburzyli port. Został on odbudowany przez Mulaja Ismaila.

Płyniemy do Tangeru
Tanger - wycieczka do Maroka

Jedziemy do Maroka, a raczej płyniemy promem. Przed podróżą poczuliśmy się trochę jak w dawnych komunistycznych czasach. Otóż każdy wjeżdżający do Maroka musi mieć numer identyfikacyjny, wstemplowany przez policję do paszportu. Nasza grupa tak się zestresowała, że wielu pomyliło się wypisując odpowiednie formularze. Na prom wkraczaliśmy w stresie. Nasz przewodnik udzielił nam paru rad na temat tego kraju. Otóż nie powinno się tam fotografować ludzi – Marokańczycy tego nie lubią. Nie lubią też wpatrywania się w nich. No cóż co kraj to obyczaj. Prom był prawie pusty. Grupa Marokańczyków ustawiła się do stolika, gdzie policjant załatwiał jakieś formalności. Mimo rady nie gapienia się starałam się zerknąć jak wyglądają. Kobiety i mężczyźni, przeważnie starsi, ubrani w długie szaty z kapturami. Kobiety miały na głowach chusty, a mężczyźni okrągłe czapki.

Wyszliśmy na pokład bo przewodnik zapowiadał, że zobaczymy delfiny. Były, cztery równo obok siebie wyskoczyły nad powierzchnię wody i zniknęły za szybko aby zrobić zdjęcie. Potem już ich nie było. Nad powierzchnią granatowej wody pokazały się parę razy jakby ważki, które przeleciały nad wodą i zniknęły w falach. Ryby latające? Podróż trwała 3 godziny i spędziliśmy ją na pokładzie, którego jedna strona była gorąca od słońca, a druga tak zimna i wietrzna, że nie dało się wysiedzieć.

Tanger - wycieczka do Maroka

Placyk za mediną, było tam sporo kotów. Tam zrobiłam sobie zdjęcie z wężem.

Lądujemy w Tangerze i od razu rzuca się w oczy egzotyka: ludzie inaczej ubrani, architektura to jakby pomieszanie stylu arabskiego i socrealizmu przypominającego nasze socjalistyczne czasy. Wszędzie jest bardzo sucho, brak trawników. Miejsca gdzie normalnie powinna rosnąć trawa tu pokrywa sucha, szara ziemia.

No i śmiecie. Przejeżdżamy przez miasto do hotelu Ahlen. Mijamy nieciekawe dzielnice mieszkalne. Bloki są ładne, o półkolistych kształtach okien balkonowych. Ale wokół brak zieleni. Wszystko wygląda jak nowowybudowane osiedla, gdzie jeszcze nie stworzono nic wokół bloków. Przestrzeń pokrywają suche porosty usiane niewyobrażalną ilością śmieci. Tak jest wszędzie wokół miast.

Nasz hotel Ahlen jest ogromny, jednopiętrowy lecz o bardzo dużej powierzchni. Pośrodku znajduje się wielki dziedziniec z basenem i ogrodem pełnym palm, drzewek pomarańczowych, araukarii. Dla nas wielką atrakcją jest owocujący banan – kiść zielonych owoców zakończonych ogromnym kwiatem. Okolica niestety nie ciekawa. Hotel otaczają osiedla, żadnych sklepów, roślin – wszędzie suche porosty, śmiecie, pasące się owce.

Kolacja jest prawie europejska. Natomiast śniadanie (szwedzki stół) składa się z pysznych słodkich bułek, kawałków jakby placka (podobne placki widzimy na mieście, noszą go przekupnie w dużych blachach i sprzedają po kawałku, nie są zbyt dobre, dość twarde), kawałków naleśników, które polewa się miodem, białego sera o specyficznym trochę kwaśnym smaku.

Tanger - wycieczka do Maro

Na placyku, po wyjściu z mediny, zrobiłam sobie zdjęcie z wężem.

Grota Herkulesa

Tanger - wycieczka do Maro

Tylko część groty stworzyła natura. Pozostałe pomieszczenia wyżłobili ludzie wybierając kamień. Ściany i sufit mają okrągłe wyżłobienia, ślady po wycinaniu kamienia do wyrobu żaren. Atrakcją tej jaskini jest wylot na morze w kształcie kontynentu afrykańskiego. Kolejka ustawia się do żródełka – legenda głosi, że jeśli kobieta umoczy w nim rękę i dotknie czoła to znajdzie męża lub zmieni go na nowego jeśli go już ma. Wokół jaskini jak zwykle stragany z pamiątkami. Ciekawe są jaja z czarnego kamienia, minerały, skamieniałości.

Wylot jaskini na morze przypomina kształtem kontynent afrykański

Potem jedziemy drogą nad brzegiem morza. Wysiadamy na tarasie widokowym aby podziwiać morze. Wokół stragany z pamiątkami: wyszywane marokańskie czapki, metalowe talerze i dzbanki, figurki wielbłądów, ceramiczne bębenki i wiele innych ciekawostek. Wokół kręcą się mali chłopcy. Jeden oferuje jakieś ziarenka, drugi ma osiołka, z którym można się sfotografować oczywiście za opłatą.

Medina

Zwiedzanie Tangeru rozpoczynamy od mediny. Wąskie uliczki, wszędzie stragany. Przeróżny towar wywieszony na ścianach przed sklepikami. Zaglądamy do piekarni, w której właściwie tylko piecze się chleb z ciasta, które ludzie robią sami w domu a tylko przynoszą do upieczenia. Chleb marokański to właściwie okrągła płaska bułka, którą się łamie. Jest bardzo smaczny.

tanger7

Wąskie uliczki mediny Tangeru

Odwiedzamy tradycyjną marokańską aptekę, gdzie sprzedaje się leki ziołowe i przyprawy. Właściciel robi wykład na temat każdego wyrobu a jego pracownicy dają każdemu zioła do powąchania. Atrakcją jest specjalna szminka do badania czy kobieta ma duży temperament. Rysuje się nią kreskę na wnętrzu dłoni: brak zabarwienia oznacza kobietę oziębłą (na szczęście nie było takich na naszej wycieczce), jeśli zabarwi się na różowo oznacza to przeciętny temperament, za to przybranie barwy czerwonej oznacza kobietę iście ognistą.

Marokańska przewodniczka w tradycyjnym stroju prowadzi nas na okrągły placyk, będący jakby targiem staroci. Towar rozłożony jest na ulicy. Na jednym ze straganów sprzedawca wyciska sok ze świeżych pomarańczy.

Ale podobno owoce są nie myte więc lepiej tego nie pić. Idąc tam przechodzimy przez labirynty prawdziwego wschodniego bazaru: stłoczone obok siebie stragany pełne są kurczaków, owoców, warzyw. Szczególnie zachęcające są stragany pełne wspaniałych oliwek: zielonych, różowych, czarnych. Ale idziemy za szybko żeby coś kupić. Przewodniczka zatrzymuje się przy straganie owocowym i pomaga komuś kupić nieznany nam owoc – czirimaja. Jest zielony, jajowaty. Kupiłyśmy sobie potem takie owoce w domu towarowym w Madrycie. Są niezwykle słodkie i trochę mdłe. Mają dużo wielkich czarnych pestek. Przez te pestki nie można tego gryźć. Odkrajałam sobie kawałeczki nożem wydłubując pestki i całe ręce miała lepkie od cukru, ale smak był wyśmienity – sama słodycz.

Wielbłądy odpoczywające na plaży. Chciałam sobie zrobić zdjęcie z wielbłądem ale ich właściciel chciał 2USD. Szkoda, że się nie zdecydowłam.
Tanger - wycieczka do Maro

Po zwiedzaniu mamy 2 godziny wolnego czasu na obejrzenie Tangeru. Ale autobus zostawił nas na deptaku wzdłuż brzegu morza, w dość nieciekawym miejscu. Nie ma tu ani sklepów ani zabytków i właściwie niewiele do oglądania. Nie miałam odwagi sama zapuszczać się w boczne uliczki, a większość uczestników wycieczki postanowiła raczej posiedzieć na ławce. Wyciągnęłam mamę na plażę. Nie mogłyśmy znaleźć wejścia i weszłyśmy przez pomyłkę do jakiejś zamkniętej restauracji. Ale uprzejmy pan otworzył nam drzwi na plażę. Była ogromna, do brzegu trzeba było przejść spory kawałek. Było tam prawie pusto, tylko grupa mężczyzn grała w piłkę. Zobaczyłyśmy 2 odpoczywające wielbłądy i podeszłyśmy aby je sfotografować. Szybko zjawił się właściciel. Niestety za zdjęcie na grzbiecie wielbłąda chciał 2 dolary. Szkoda, że się nie zdecydowałam. Zrobiło się późno i w końcu nie doszłyśmy do brzegu morza. Podobny był bardzo brudny. Wracałyśmy na miejsce spotkania szerokim deptakiem wysadzanym palmami. Na jego końcu rosną ogromne araukarie.

Tanger - wycieczka do Maro

Deptak wzdłuż brzegu morza porośnięty palmami. To wielkie drzewo to araukaria – roślina, którą my hodujemy w doniczkach.

Kto chciał, mógł zostać w Tangerze i wrócić do hotelu taxówką. W Maroku jeżdżą 2 rodzaje taksówek: małe tzw. petit taxi zabierające 3 osoby i duże taksówki zabierające 5 osób. Są tanie. Niestety nikt nie chciał zostać.

Wieczór Marokański – Impreza, na której zapoznamy się z kulturą marokańską i skosztujemy tradycyjnych potraw.

Tanger - wycieczka do Maro

Najpierw oglądamy pokaz jazdy marokańskiej – fantazija. Jeźdźcy pędzą na koniach z pochodniami, strzelają w powietrze. Następnie idziemy do wielkiego berberyjskiego namiotu w kolorach czerwonym i zielonym. W takich właśnie namiotach odbywają się marokańskie wesela. Nareszcie możemy spróbować tradycyjnej marokańskiej kuchni. Pierwsze danie to tradycyjna gęsta zupa harira: Jest to danie o pochodzeniu berberyjskim. Jest gęsta, w żółtym kolorze i bardzo smaczna. Zupę pojadamy tradycyjnym chlebem, którego się nie kroi lecz łamie na kawałki. Kolejno wkraczają inne dania, których nazw nie pamiętam. Popijamy wino, a pod koniec dostajemy tradycyjną herbatę miętową w małych szklaneczkach. Jest gorąca i bardzo słodka.

Ukoronowaniem kolacji jest tradycyjny kuskus: Składniki: Kuskus, mięso, kapusta, cebula, pomidory, dynia, bakłażany, marchewka, ostra papryka, koriander, szafran, pieprz, sól, masło.

Do specjalnego garnka na masło wkłada się pokrojone mięso, 2 cebule w plasterkach, marchewkę w kostce, przyprawione solą i pieprzem. Zalewa się wodą i zagotowuje. Następnie nakłada się na wierzch drugą część garnka z kuskusem, który gotuje się w ten sposób na parze. Potem wykłada się kuskus na duży talerz i skrapia wodą. Kuskus nasiąka wodą, a w tym czasie do garnka wkłada się pozostałe warzywa. Osobno gotuje się dynię. Gdy kuskus nasiąknie wodą wkłada się go ponownie na garnek, aby jeszcze podgotował się na parze. Zalewa się go roztopionym masłem. Podaje się go na dużym talerzu z warzywami wysypanymi na wierzch.

Tanger - wycieczka do Maro

Przy wtórze tradycyjnej marokańskiej muzyki podziwiamy ludowe tańce, zaklinacza węży, dziewczynę, która wykonuje akrobacje. Taniec brzucha – nie przypuszczałam nawet, że tańczy naprawdę brzuch. To nie kołysanie bioder, jak sądziłam, lecz rytmiczne poruszanie mięśniami brzucha do przodu i do tyłu. Tancerka wyciągnęła na scenę chłopaka z amerykańskiej wycieczki, przebrała go w suknię, stanik i turban. To było przezabawne. Ale chyba najfajniejszym punktem programu był magik, który cały czas się śmiał i demonstrował przygotowanie do sztuczek po polsku: „widziała, widziała?”. Postarzaliśmy sobie te słowa przez całą wycieczkę. Jako gwóźdź programu przeszedł bosymi stopami po potłuczonym szkle niosąc pod pachami dwie pulchne panie.

Następnego dnia opuszczamy Tanger i jedziemy do Rabatu – stolicy Maroka. Podróż biegnie wzdłuż brzegu morza. Po obu stronach drogi dęby korkowe – drzewa, z których kory produkuje się korek. Mają obdartą do połowy korę ale nie jest to barbarzyńskie traktowanie drzew. Kora tych drzew co 8 lat opada, a na jej miejsce wyrasta nowa. Po 7 latach zdejmuje się korę, gdyż ta która opadnie sama jest złej jakości.

Wyobrażałam sobie, że w Afryce krajobraz będzie pustynny – żółte piaszczyste wydmy. Nic takiego. Ziemia w Maroku ma kolor ceglasto czerwony. Mijamy pola uprawne, gaje oliwne, lasy porośnięte niskimi drzewkami. Krajobraz jest suchy w kolorach czerwieni i oliwkowej zieleni.
Tanger - wycieczka do Maro

Starożytne ruiny w Volubilis

wycieczka do Maro

v22

v02

v01

v00

Volubilis

v19

v18

v17

v16

v15

v14

v13

v12

v11

v10

v09

v08

v07

v06

v05

v04

v03

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *