Nasze granice świadomości

Mózg działa tak, że przyjmuje najpierw to co zna. Nowości porównuje z tym co już zna i przyjmuje to co jest podobne a to co jest diametralnie różne odrzuca. Dlatego tak trudno jest wymyślić coś czego jeszcze w ogóle nie ma. Historia cywilizacji to historia ulepszeń tego co już jest.
Idee motywacyjne często zwracają uwagę na wizualizacje, które pomagają uzyskać cel.

Większość ludzi nie osiąga sukcesów bo w głębi duszy nie wierzą, że zasługują. Przez lata wychowania wpojono im, żeby się nie wywyższać nad innych ustępować, nie wychylać się itp. Nawet jeśli ktoś nie usłyszał werbalnie, że nie zasługuje to pośrednio dawano mu do zrozumienia, że nie jest dość dobry, że sukcesy zdarzają się tylko innym, tym „lepszym”.
Rezultatem jest, że sukces nie wchodzi w zakres naszych granic świadomości. Mózg nie uznaje tego za swoje, ani nawet za podobne do swojego i odrzuca. Dlatego nawet działanie w kierunku zdobycia pożądanego celu wydaje się niedorzeczne i bezcelowe. Bo po co, to i tak nie dla nas, nie jesteśmy dość dobrzy.
Żeby osiągnąć sukces nie wystarczy siedzieć i marzyć, pozytywnie myśleć itp, trzeba coś zrobić.

Biblia mówi, że ważne są wiara i uczynki. Bez znaczenia co przez to rozumieją różne odłamy religijne, aby osiągnąć sukces trzeba po pierwsze wierzyć, po drugie coś zrobić w tym kierunku. Inaczej się nie da. Co oznacza wiara o której tyle mówią religie. Czy chodzi tu o wiarę w Boga, czy on w ogóle istnieje. Czy też wiarę Bogu, że nas kocha i chce dla nas jak najlepiej. Raczej to drugie.

Czym są te uczynki – trzeba coś zrobić, wykonać jakiś ruch i zacząć i być wytrwałym. Jak pisze Kopmeier trzeba wykonać jeden krok więcej. Bo to jest początek do wykonania następnych kroków.

I tu jest problem. Można sobie myśleć pozytywnie, wierzyć i marzyć i nic z tego nie wychodzi.

Każda dziewczyna marzy o tym, żeby być gwiazdą filmową, ale nie każda nią zostaje. Tak naprawdę mało która nią zostaje. Nie myśli się o tym jakie jest na ten temat zdanie naszej podświadomości. A to zdanie może być i często jest zupełnie inne.

Chciałabym być gwiazdą filmową. Co to dla mnie oznacza? Przede wszystkim dużo pieniędzy i ciekawa praca. Fajne prawda? Ale moja podświadomość widzi w tym także, bycie ciągle na świeczniku, wszyscy się gapią, trzeba zawsze dobrze wyglądać, trzeba też bić się o zlecenia, o role, rywalizować, znosić krytykę, czytać o sobie kpiny w brukowcach. I dalej: nie jesteś dość dobra, nie jesteś dość ładna, trzeba być piękną niebotycznie, trzeba mieć talent. Podświadomość nie chce żebym była gwiazdą filmową i będzie skutecznie sabotować wszelkie działania w tym kierunku.

Talent tak naprawdę jest kwestią często upodobania. Wykorzystujemy tak naprawdę 5% mózgu i nie wiadomo co się kryje w pozostałej części. Jeśli się coś lubi, uwielbia, jeśli coś staje się pasją, to mózg sięga do ukrytych rezerw i aktywuje talenty w tym kierunku, a przede wszystkim chęć aby się tym zajmować. Talent stanowi 5% sukcesu, 95% to praca i rozwijanie talentu. Ale trzeba to lubić, pasjonować się tym.

Od dziecka otoczenie podkopuje naszą chęć do działania. Sławne „nie biegaj bo się przewrócisz”, „po co ci to, na co ci to” i wmawianie, że „nie poradzisz sobie”, „to nie dla ciebie”, powodują, że sukces znajduje się poza granicami naszej akceptacji.

Dlatego wizualizacje, w najdrobniejszych szczegółach i jak najdokładniej, powodują, że po jakimś czasie nasze marzenie wejdzie w granice naszej akceptacji. Mózg uzna je za znane i bezpieczne. Podświadomość oswoi się z tym i przestanie się opierać. Stanie się to czymś co uznamy za swoje. I wtedy to przyjdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *