Czy napewno zasługuję na sukces?

Świętna książka Naukowa Metoda Wzbogacenia się, oraz książka Sukces i inna tego typu literatura zaleca aby po pierwsze jak najprecyzyjniej wyobrazić sobie cel a następnie czuć się tak jakbyśmy go już mieli w ręku.  Jedna z takich afirmacji, którą dobrze jest sobie napisać, powtarzać, nagrać na komórce, jest:

„Ja, Piotr, Kasia (moje imię), do końca tego roku zarabiam 1.000 zł pasywnego dochodu miesięcznie”.

Czy wypowiadając takie słowa czujesz ukłucie niepokoju?

Czy aby na pewno zasługuję? A w ogóle pasywny dochód to jakiś takie nie wiadomo co. To nie jest fizyczna praca moich rąk. Tu kłania się marksistowskie myślenie, że praca to tylko to co się fizycznie wytworzy rękami.  Pasywny dochód to coś dziwnego – nie wiadomo skąd się bierze, jakby mi się nie należy. Nie zasługuję aby coś mi spływało do portfela tak bez pracy!!!!

Prawdą jest, że pasywny dochód to nie jest coś na co sobie nie zapracowaliśmy. Na początku trzeba wiele pracować i myśleć.  To nie jest manna z nieba. Możesz to więc spokojnie uznać za pracę swoich rąk.

Ale czy na pewno zasługuje? Czy jestem wystarczająco dobry/a aby to dostać?

Na blogu Sekret Życia w Obfitości znalazłam taką afirmację:  „Jestem taki wdzięczny i szczęśliwy, że…” – dokończ zdanie tym co chcesz osiągnąć.

Może pomyśleć o tym jako o darze od wszechświata, na który wcale nie musisz zasłużyć. Nie musisz być nie wiadomo jak wystarczająco  dobry/a aby to dostać.  Rozejrzyj się dookoła i przypomnij sobie ludzi, którzy ciągle dostają różne rzeczy, tak po prostu jako prezent. Nic nie zrobili w kierunku tego żeby je dostać. Nie powiem tu że nie zasłużyli bo nie sposób tego ocenić.  Ale faktem jest, że wcale nie trzeba na coś zasłużyć, żeby coś dostać.  Nie trzeba być wystarczającą dobrym.

Nasi rodzice ciągle nam powtarzali, że musisz sobie zasłużyć na ciastko, loda, nową zabawkę. Musisz być grzeczny/a, posprzątać swoje zabawki, to wtedy dostaniesz nagrodę.  Taka metoda wychowawcza, która ułatwia niektórym rodzicom porodzenie sobie z dzieckiem.

Jakże często niestety dziecko stara się i nic nie dostaje. Bo rodzice zapominają nagrodzić dziecko, które posprzątało swoje zabawki.  Ciągle jesteś nie dość dobry/a, nie dość grzeczny/a. Ktoś inny ma lepsze stopnie niż ty. A jak dostałeś dobry stopień w szkole to było normalne – tak ma być. Nikt cię nie pochwalił, żebyś miał nareszcie poczucie, że mam jakiś sukces!

W moim przypadku rodzice stosowali wyjątkowo paskudny numer:  oho! nie posprzątałaś swoich zabawek mimo że cię prosiłam! mieliśmy iść dziś na lody, ale byłaś niegrzeczna więc nie pójdziemy!!!! W głębi duszy wiedziałam, że to bzdura i wredna manipulacja i lody zostały wymyślone tylko w tym celu. Żadne pójście na lody nie było w planach.  Ale może jednak było…. a ja wszystko popsułam!!!!

Jednocześnie mój młodszy brat ciągle dostawał lody i ciastka, tak po prostu. Nie musiał na nie zasługiwać.

Pewna moja znajoma spodziewała się spadku po wuju, gdyż była jedyną krewną. Opiekuje się, pomaga i uważa, że na spadek sobie zasłużyła.  Wuj poznał panią i ożenił się.  W tym momencie część spadku dostanie żona wuja, a po niej jej dzieci, które w ogóle mieszkają w innym mieście i którzy mało (zdaniem mojej znajomej) pomagają i w ogóle jej zdaniem nie zasługują.

Nie musimy sobie na nic zasłużyć, nie musimy być wystarczająco dobrzy, aby dostać prezent od wszechświata.

Jak mówi Naukowa Metoda Wzbogacania – bogacą się ludzie mądrzy i głupi, wykształceni i niewykształceni, młodzi i starzy. Wiedza, miejsce zamieszkania czy dotychczasowe życie nie ma na to żadnego wpływu.

Dlatego

bądźmy wdzięczni i cieszmy się już teraz z tego co już dostaliśmy od wszechświata i z tego co wszechświat nam da.

Warunek jest jeden:   staraj się aby prośba była  dokładna i precyzyjna oraz ekologiczna i bez rywalizacji (tak aby nikt inny na tym nie stracił).

7 Comments

  1. Angela

    No tak wszystko ładnie. Ale zastanawia mnie ta rywalizacja…hmm…nie wszędzie jest możliwe uniknięcie jej, np.: podczas jakiegoś konkursu,w którym może wygrać tylko jedna osoba, podczas rozprawy sądowej (jedna strona wygrywa, a druga musi przegrać). Nie sposób wtedy nie rywalizować…Ktoś w tych przypadkach musi stracić. Takie są reguły gry.

    1. admin

      Wydaję mi się, że Naukowa Metoda Wzbogacenia rozumie rywalizację bardzo szeroko. Nie tylko chodzi tu o rywalizacje w jakimś konkursie. Gdy ubiegamy się o pracę, gdzie jest 10 kandydatów na jedno miejsce, wiadomo, że tylko jeden może wygrać. Każdy stara się być najlepszym i pokonać innych.

      Wydaję mi się, że w NMW chodzi o życie z poczuciem, że musimy ciągle rywalizować bo dóbr nie starczy dla wszystkich i trzeba się o nie bić. Od dziecka jesteśmy uczeni, że życie to ciągła walka i rywalizacja o dobra doczesne, których jest za mało i jeden dostanie więcej a drugi mniej. Ciągle się słyszy, że nie można dojść do bogactwa uczciwie, że jak się wzbogacimy to kosztem innych.
      Skutkiem tego jedni stają się bezwzględni i idą przez życie po trupach, niszcząc innych ludzi, żeby zdobyć bogactwo. Inni zaś w ogóle sobie odpuszczają, nawet się nie starają wzbogacić, gdyż uważają się bogacenie się jest nieetyczne, gdyż wymaga zabierania czegoś innym.

      Niby widać, że rzeczywiście dóbr jest za mało i dla każdego nie starczy.

      Mnie uczono od dziecka, żeby ustępować innym, żebym nie była egoistką. Jeśli ja coś zdobędę to ktoś inny tego nie zdobędzie czyli jakbym pozbawiała czegoś innych ludzi.

      Ale NMW mówi, że to że my nie widzimy tych dóbr, wcale nie znaczy że ich nie ma. Zostaną dla nasz stworzone z bezkształu tak że nikomu niczego nie odbierzemy.
      NMW mówi, że jeśli ja się wzbogacę to nie znaczy, że inny zbiednieje. Świat to nie jest bochenek chleba. Jak ja sobie odkroję pajdę to dla innego człowieka nie starczy. Bezksztalt stwarza rzeczy dla każdego kto o to poprosi we właściwy sposób.

      Ja to tak rozumiem.

      W rozdziale 5 jest mowa o tym, że najwyższa substancja szuka możliwości stwarzania życia i kreowania. Czyli jeśli ktoś o coś prosi we właściwy sposób to zostanie to dla niego stworzone w taki sposób że nie odbierze się tego komuś innemu. Chodzi o to żeby nie żyć z ciągłą presją że „albo ja albo oni”.

      Kiedyś pamiętam na lekcji religii na temat modlitwy, jakieś dziecko zapytało siostry czy może się modlić o to żeby znaleźć pieniądze. Siostra powiedziała, że Bóg nie spełni takiej prośby bo to by znaczyło, że ktoś musi zgubić te pieniądze. Tak jest logicznie. Ale gdyby się głębiej zastanowić to gdyby Bóg stworzył 100zł leżące na ziemi chwilę przed tym zanim ja nadejdę to i tak nikt by tego nie zauważył ani nie wykrył. Ile banknotów ulega zniszczeniu i nikt też o tym nie wie.
      Przecież ilość banknotów na rynku można policzyć tylko z grubsza.

      Archeolodzy ciągle wykopują skarbce monet sprzed wieków. Masy pieniędzy znika z obiegu w tajemniczych okolicznościach. 1000 lat później to już nie są pieniądze tylko obiekty muzealne.

      Ja miałam kiedyś taki przypadek, że chciałam iść na koncert. Bilety były drogie i się gnębiłam czy wydać na to kasę czy nie. I znalazłam na ulicy 100zł akurat starczyło na bilet. Na koncert nie poszłam i wydałam te kasę na jakieś codzienne rzeczy. Cały czas myślę, czy nie było tak, że Bóg mi zesłał te 100zł żebym sobie poszła na ten koncert. Miałabym miły wieczór, przygodę, fajne wspomnienia, przeżycia. Może Bóg chciał mi pokazać, żebym sobie pozwoliła na przyjemność od czasu do czasu, nawet jeśli to drogo kosztuje. Tylko raz w życiu znalazłam 100zl dlatego tak dokładnie to pamiętam. Nie pamiętam zupełnie na co je wydałam.

      Np. kiedy wygrany jakiś konkurs to nie musimy żałować tych którzy przegrali bo może bezkształt ma dla nich jeszcze coś lepszego.

  2. Angela

    Ciekawy artykuł. Tylko ja się zastanawiam, jak jest z tą rywalizacją…? Wydaje mi się, że ona nie jest do uniknięcia w niektórych sytuacjach,np. w przypadku konkursu, sprawy sądowej… Tutaj musi ktoś przegrać, aby ktoś mógł wygrać. Co o tym myślisz?

  3. Angela

    Dziękuję za odpowiedź. Podzielam Twój punkt widzenia. A propos konkursu – można sobie to tłumaczyć, że tak właśnie jest. Ale czy można tłumaczyć to w taki sam sposób w przypadku, np. przegranej sprawy sądowej? Kiedy nie dość że jedna strona przegrała, to jeszcze musi pokryć koszty całego procesu i zapłacić np. odszkodowanie? Niekoniecznie wina jest po stronie przegrywającego – z tym różnie bywa.
    PS. Tu wyjaśniam, że powyższy przykład nie jest doświadczeniem autorki wpisu.
    I jeszcze jedno. Powyższej zamieściłam dwa komentarze, ponieważ przy „otwarciu” strony nie widziałam swego komentarza i pomyślałam, ze się nie wpisał.

    1. admin

      Komentarze nie pojawiają się od razu lecz wymagają zatwierdzenia, ponieważ przychodzi trochę spamu.

      Nie chciałabym być w skórze kogoś kto nie dość, że przegrał proces to jeszcze musi ponieść koszty. NMW tłumaczy to w ten sposób, żeby nie rozpamiętywać i iść dalej. Jeśli ktoś coś straci lub poniesie porażkę w czymś to może się zdarzyć, że bezkształt ma dla niech w planach coś lepszego. Czytałam też gdzieś, żeby nie żałować jak się coś nie uda, np. spóźnimy się na pociąg czy coś takiego bo może był to plan nad świadomości żebyśmy nie jechali tym pociągiem.

      Mi kiedyś na czymś bardzo zależało. Działałam, modliłam się bardzo gorliwie. Nie wizualizowałam zbyt intensywnie bo wtedy nie wiedziałam, że tak trzeba. Nic z tego nie wyszło. Faktem, że nie zależało to w ogóle ode mnie. Teraz po przeszło 10 latach nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Gdyby moje wielkie marzenie się ziściło to chyba nie zmieniłoby to mojego życia. Faktycznie była to głupota i teraz się dziwię dlaczego mogłam się aż tak zaangażować w takie bzdury. Nie można tego porównać do przegranego procesu, ale dla mnie to było wtedy najważniejsze na świecie.

      NMW mówi, że jeśli ktoś coś straci, nawet dużo straci, to jeśli myśli we właściwy sposób, prędzej czy później zdobędzie coś jeszcze lepszego. Jak w biblijnej przypowieści o Hiobie. który mimo nieszczęścia nie zwątpił w boską opiekę i odzyskał wszystko z nawiązka.

      Milionerzy znacznie mniej martwią się stratą majątku niż biedacy. Bo milioner wie jak się odkuć. Stracił cały majątek, siedzi w rynsztoku. Ale co tam! Za chwile znowu się wzbogaci!

  4. Angela

    Dziękuję za odpowiedź:-)Prawdą jest, że czasami to na czym nam bardzo zależy nie spełnia się i to wychodzi nam na dobre (ale nie zawsze tak jest). Nie jestem pewna czy przykład Hioba jest właściwy. Dlaczego? Ponieważ w Koranie (nie czytałam, ale mówił mi o tym jeden muzułmanin), że Hiob gdy wszystko stracił to zmarł i nic nie odzyskał, mimo wszystko do końca nie zwątpił w Boga. W Biblii dzieje Hioba są trochę inaczej przedstawione. Pytanie, gdzie leży prawda? Z tymi milionerami to też różnie bywa. Jedni się załamują i popełniają samobójstwa, gdy stracą majątek, inni zaś podnoszą się, czy jak wolisz „odkuwają się”:-)Z biednymi jest podobnie.:-)

    1. admin

      Milionerzy po prostu wiedzą jak się robi biznes i pieniądze dlatego jest im łatwiej. Znacznie łatwiej jest wzbogacić się komuś, kto już był bogaty i wszystko stracił niż takiemu, który nigdy nie był bogaty.
      Historia Hioba to tylko przypowieść z morałem.
      Ale jak się głębiej zastanowić to zawsze po zimie przychodzi wiosna. W sprawach ważnych i nieważnych, tracimy coś, żałujemy ale potem zapominamy. Potem trafia się coś nowego (lepszego lub po prostu innego). Przyzwyczajamy się do tego i zapominamy o stracie.
      Tak zawsze jest.
      Dale Carnegie w świetniej książce Jak się nie martwić i zacząć żyć radzi aby zaakceptować to na co i tak nie mamy wpływu.

Skomentuj admin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *