Co i w czym pijemy 3 – moje wspominki

Kawa i jerba mate

Jak wyglądał obyczaj picia kawy w czasach mojego dzieciństwa, tego nie wiem bo dzieci kawy nie piją. Nie pamiętam żeby kawa w ogóle była w domu. Kawę pijało się rzadko, raczej od święta.

Zasmakowałam w kawie dopiero jako osoba dorosła. Pamiętam, że kiedyś kawa była tylko w ziarnkach i mieliło się ją w młynku ręcznym. Potem upowszechniły się młynki elektryczne, a jeszcze później kawa rozpuszczalna.

To tyle o kawie. Niewiele się zmieniło. Niedawno upowszechniły się ekspresy do kawy wielofunkcyjne, kawa w kapsułkach, różne dziwne rodzaje typu capuccino, latte itp. Nic nie powiem na ten temat bo ja lubię tylko zwykłą kawę czarną bez niczego. Nie wypiję kawy z mlekiem. Mleko jest mdłe i zabija smak kawy.

Całkiem niedawno postanowiłam spróbować picie jerba mate w sposób jaki powinno się ją pić – korzystając ze specjalnego naczynia i bombilli. Jerba mate pojawiła się w naszych sklepach zapewne jakieś 15 lat temu. Ale nie jest tak smaczna jak kawa.

Jerba mate pita przy pomocy bombilli to po prostu szczyt wygody. Wystarczy tylko dolewać gorącą wodę z termosu i można tak sączyć napój cały dzień. Oczywiście z każdym nowym parzeniem jerba mate jest mniej mocna.

Zimne napoje – kompoty i napoje owocowe

Za to historia napojów orzeźwiających, owocowych i zimnych jest znacznie dłuższa.

Zimne napoje mojego dzieciństwa to kompoty, oranżada i woda z sokiem z saturatora.

Gdy byłam dzieckiem owoce były dostępne tylko latem. W ogóle wtedy jadło się owoce i warzywa sezonowe, tylko wtedy gdy dojrzewały. Pomarańcze pojawiały się w handlu tylko na święta, były bardzo drogie. Pamiętam jak mama nie chciała mi kupić pomarańczy bo są za drogie. W szkole podstawowej umiałam już liczyć i wiedziałam jaka jest cena i że kg pomarańczy nie jest drogi. Ale moja mama wybrnęła z sytuacji, twierdząc, że jedna pomarańcza warzy kilogram.

Jeszcze a propo herbaty warto wspomnieć o piciu herbaty z cytryną. Czy cytryny były dostępne za komuny? Nie wiem, gdyż u nas w domu nie piło się herbaty z cytryną. Jednak pamiętam, że jeszcze wtedy gdy pilo się herbatę w szklankach, w niektórych domach podawało się do herbaty cytrynę pokrojoną w plasterki.

Latem, w czasie obfitości owoców, gotowało się kompoty. Był to najsmaczniejszy napój, jednak był dość drogi. Kompoty piło się tylko na niedzielny obiad lub od święta. Kompoty to były też tradycyjne przetwory robione na zimę w wekach z gumkami i sprężynami. Kompot był jednak napojem raczej od święta. Na Boże Narodzenie tradycyjnie gotowało się przepyszny kompot z suszonych śliwek, suszonych gruszek, przyprawiony korzennymi przyprawami.

Nie wiem z czego robiona była oranżada. Ten charakterystyczny smak pamiętam do dziś. Na pewno nie była robiona z pomarańczy. Był to napój w kolorze pomarańczowym w charakterystycznych butelkach z zaciskowym zamknięciem. Gdy chodziłam do szkoły podstawowej upowszechniła się oranżada w proszku, którą rozcieńczało się wodą. Dzieciaki kupowały tę oranżadę za kieszonkowe, gdyż była bardzo tania, wysypywały na rękę i zlizywały.

Za komuny nikt sobie nie wyobrażał lata bez wody z saturatora. Kto teraz wie co to był saturator. Sprzedawcą wody z saturatora był Ferdek Kiepski zanim przeszedł na wieczne bezrobocie.

Otóż saturator był to wózek, gdzie kupowało się wodę sodową z sokiem lub czystą. Pracownik saturatora miał szklanki wielorazowego użytku, szklane, które mył na bieżąco. Klient wypijał wodę przy saturatorze, oddawał szklankę, zaś sprzedawca odwracał ją do góry dnem i przyciskał do rodzaju zmywaka. Po przyciśnięciu pojawiała się fontanna wody, która płukała szklankę. Nie był to szczyt higieny ale wtedy nikt się tym nie przejmował. Saturatory były wtedy wszędzie, niemal na każdym rogu.

Kolejny wynalazek PRLu to były automaty na wodę sodową. Trzy takie automaty stały obok Merkurego na ul. Słowackiego. Szanki na łańcuchu też były wielorazowego użytku i myło się je przed użyciem podobnie jak w saturatorze.

Byłabym zapomniała. Kiedyś jeszcze piło się wodę sodową, czyli wodę gazowaną. Wodę sodową kupowało się w charakterystycznych butelkach z grubego szkła z syfonem i kurkiem. Po wypiciu wody, butelkę zanosiło się do sklepu i wymieniało na pełną lub napełniało. Potem przez moment pojawił się wynalazek butelek na wodę sodową z jakby nabojami, które gazowały wodę. Naboje można było dokupić. Syfony z nabojami szybko zniknęły ze sklepów i domów.

Obecnie w dobie napojów w plastikowych butelkach, dawne napoje zimne jak kompoty, oranżada czy woda z sokiem odeszły do lamusa wraz z odejściem PRLu.

Alkohol

W czasach mojego dzieciństwa, wszyscy wiedzieli, że Polaków cały świat uważa za notorycznych pijaków. Czy problem alkoholowy był wtedy większy niż teraz? Chyba nie. Za PRLu alkohol był tani. Ludzi pijanych widziało się wszędzie: pijackie ławki w parkach, budki z piwem, pijani śpiący na ławkach czy leżący na ulicach. To był widok codzienny. Po prostu było to tolerowane, a pijaków milicja zbierał do izby wytrzeźwień dopiero gdy narozrabiali.

Pamiętam, że najbliższa budka z piwem stała na pl. Wilsona, u wlotu ulicy Mickiewicza, na przeciwko parku Żeromskiego. Budka ta jakoś szybko zniknęła. Ale Żoliborz to była wtedy taka bardziej ekskluzywna dzielnica willowa.

Wydaje mi się, że ławki pijackie zniknęły dopiero od 2 – 3 lat, odkąd ostro wzięła się za to straż miejska.

Dziś z problemem alkoholowym zmagają się nie tyle doły społeczne lecz raczej ludzie na stanowiskach obciążeni w pracy stresem ponad miarę.

Jako dziecko trochę się dziwiłam dlaczego nas Polaków uważa się za naród pijaków, skoro w każdym amerykańskim filmie gościowi w domu od razu proponuje się drinka. U nas goście zawsze częstowani byli herbatą, a alkohol był tylko na święta czy imieniny.

Podejście do alkoholu się zmienia. Kiedyś odmowa wypicia to był straszny dyshonor i obraza dla częstującego. Namawianie do picia należało do dobrego tonu. Gospodarz musiał polewać i namawiać do picia. Dziś picie jest nieco wstydliwe i nawet pijacy nie namawiają.

Jakiś rok temu byłam świadkiem, kiedy to do grupy panów w różnym wieku spożywających publicznie alkohol przysiadł się kolejny gość. Nowy kompan oświadczył, że nie pije bo ma jakąś chorobę. Nikt go nie namawiał!

Czy to obyczaje się zmieniają? Raczej stan zdrowia Polaków. Coraz więcej ludzi na coś choruje i nie mogą pić. Już nawet pijacy to rozumieją.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *