Zajmie ci tylko 5 minut – 1

Dziwny tytuł, co? Ostatnio przeczytałam książkę „Filozofia fuck it” i zastanawiam się czy zastosować ją w swoim życiu.

Jestem perfekcjonistką, maniaczką list do zrobienia i organizacji czasu. Obu rękami jestem w stanie się podpisać, że żadna z tych cech nie przynosi ani sukcesu ani pieniędzy. Zresztą współczesna psychologia również jest zdania, że perfekcjonizm raczej przeszkadza w życiu niż pomaga.

Nikt nie jest doskonały. To truizm. Ale perfekcjoniście nie trafi do przekonania stwierdzenie, że nie musi być doskonały, bo nikt nie jest doskonały. Pozornie wydaje się, że rozwój osobisty, dążenie do doskonałości, dobrej organizacji czasu, efektywność w życiu, prowadzi do sukcesu. Niestety tak nie jest.

Perfekcjonizm przede wszystkim obciąża psychicznie. W rezultacie nie działasz z przyjemnością, nie robisz niczego z miłością, tylko zaliczasz. Zaliczasz, aby pozbyć się problemu, aby wykreślić coś z gigantycznych list do zrobienia. Nie czerpiesz przyjemności, w rezultacie nie robisz tego dokładnie. Nie skupiasz się też na danej czynności, bo chcesz ją mieć szybko z głowy.

Listy do zrobienia mają jeszcze tę wadę, że więcej czasu wykorzystujesz na zastanawianie się, którą czynność z listy wybrać, niż na rzeczywiste wykonywanie jej.

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie 2 rozmowy.

Rozmowa 1:

Zachwalam mojej znajomej różne rodzaje, wypróbowanych przeze mnie, nici dentystycznych. Na to moja znajoma przerwała mi mówiąc, że po pracy brakuje jej czasu na tak prozaiczne czynności.

– Ale przecież to zajmuje tylko 5 minut czasu – oburzyłam się. Na końcu języka miałam już serię porad jak się zorganizować. Ale ugryzłam się w język. Sama mam problem z gigantyczną listą rzecz, które warto robić codziennie i które zajmują „tylko 5 minut”.

Rozmowa 2:

– „Musisz ćwiczyć rękę po złamaniu” – tu moja koleżanka wymienia mi całą listę ćwiczeń jakie powinnam wykonać. Przy okazji słyszę, że mam rzucić to co robię do tej pory bo to bzdura i robić to co ona mi radzi. Radzi zresztą słusznie, bo każde ćwiczenia są dobre i sama wiem, że muszę ćwiczyć. – „Ćwicz 5 razy dziennie a nawet cały czas”.

-„Nieeee, 5 razy dziennie, to za dużo” – wydaję na to jęk.

-„Ale o ile wzrośnie twoje poczucie własnej wartości. Zobaczysz jak się poczujesz, gdy wykonasz te ćwiczenia i twoja ręka będzie sprawna po 2 miesiącach a nie po pół roku. Będziesz z siebie dumna gdy zdasz sobie sprawę, że możesz, potrafisz i osiągasz”.

Jak zareaguje moje poczucie własnej wartości gdy narzucę sobie wysokie cele, mocny program ćwiczeń 5 razy dziennie. Czy moje poczucie własnej wartości wzrośnie, zostanie na tym samym poziomie czy zmaleje? To ważne pytanie bo pozornie wydaje się, że wzrośnie. Stawiasz sobie ambitne zadania i na pewno uda ci się je zrealizować.

Ale życie nie jest idealne. Nigdy nic nie idzie zgodnie z planem. Jednego dnia wszystko idzie jak po maśle, a drugiego dnia coś ci przeszkadza. Najczęściej dana czynność zajmuje w rzeczywistości więcej czasu niż sobie planujesz. Wyskakują jakieś ważniejsze sprawy. Dziś musisz zająć się dzieckiem, innego dnia masz dodatkową pracę. W rezultacie okaże się, że nie wykonujesz planu w 100% i rezultatem jest poczucie winy, że nawalasz, nie udało się i twoje poczucie własnej wartości spada zamiast rosnąć.

Ważne jest takie wyważenie sprawy i takie ustalenie priorytetów, aby nie powstawało obciążenie psychiczne. Przeciążenie, natłok spraw, nie motywują. Przeciwnie zniechęcają i powodują odwlekanie. Efektem jest nie wykonywanie planów i poczucie winy.

  1. teraz mam problem zdrowotny – skupiam się na ćwiczeniu ale odkładam inne sprawy, które nie są teraz priorytetem
  2. ćwiczę ale nie cały dzień, przynajmniej raz dziennie i wymyślam sobie jakąś grę lub zabawę, która sprawi, że czynność ta będzie przyjemna
  3. nie muszę być olbrzymem – nie narzucaj sobie przymusu ćwiczenia nad miarę, aby wyrobić sobie poczucie wartości, czy osiągnąć jakiś cel. Nie musisz odzyskać sprawności trzy razy szybciej niż ktoś inny.
  4. nie wyrzucaj sobie, jeśli danego dnia się nie udało – naukowcy obliczyli, że osoby, które nie mają poczucia winy, że zawaliły chwilowo, dużo szybciej wracają do wykonywania tego co sobie zaplanowały. Zaś osoby, które mają poczucie winy, szybciej całkowicie porzucają plany.

Co nasz obciąża psychicznie?

  1. słowo „muszę” – warto je zastępować słowem „chcę” lub „mam zamiar”
  2. gromadzenie rzeczy – dziś jesteśmy po prostu bombardowani reklamami, które sugerują, że musimy coś mieć bo inni to już mają, podnosi to nasz prestiż, szczęście, przyjemność w życiu i w ogóle czyni nas szczęśliwym. Moment kupienia sobie czegoś to danie sobie samemu prezentu, nagrody, to przemijająca szybko chwila szczęścia. A potem przychodzi obciążenie psychiczne, że tej rzeczy trzeba używać, obejrzeć, przeczytać, coś z nią robić. W przeciwnym razie mamy poczucie, że bez potrzeby wydaliśmy pieniądze. A za tym idzie kolejne obciążenie: „muszę w końcu przeczytać te gazety, muszę , muszę i muszę….” Truizmem będzie powiedzieć: nie kupuj, oddawaj, wyrzucaj.
  3. odkładanie na później – każdy wie o co chodzi. Odkładamy to czego nie lubimy robić lub czegoś się boimy. Dlaczego nie lubimy wypełniać pitu lub załatwiać spraw urzędowych. Bo boimy się popełnić pomyłki i … tu wyobraźnia podpowiada tony przykrych konsekwencji.
  4. nakładanie na siebie zbyt wielu obowiązków – to nadmierne obciążenie, które nie spowoduje, że twoje poczucie własnej wartości wzrośnie jak je wszystkie wykonasz. Przeciwnie twoje poczucie własnej wartości będzie malało bo będziesz się ciągle czuć nie dość dobry, nie dość efektywny. Nie podam tu właściwego sposobu rozwiązania tego problemu. Każdy musi znaleźć sposób, który jemu odpowiada. Jednemu będzie pasowało wyrzucenie list do zrobienia i pójście na żywioł. Innemu wyznaczenie sobie 3 rzeczy dziennie maksimum i nagradzanie się po wykonaniu ich.

Filozofia „fuck it” czyli po naszemu „olej to”, mówi, żeby nie przywiązywać nadmiernej wagi do życia. W ogólnym rozrachunku życie i tak jakoś się układa, czy walczymy z wiatrakami czy nie. Nie oznacza to że od dziś masz olać wszystko i rozwalić się na kanapie przed telewizorem. Ale spokojnie, bez nerwów, słońce i tak świeci.

Przypomina mi się tu teoria Vadima Zelanda, który pisze, że nadmierne przywiązywanie wagi do czegoś powoduje, że oddalamy się od rzeczywistości, w której to osiągamy. Coś w tym jest!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *