Schudłam półtora kg w 3 tygodnie

dieta wegetariańska

Przez 3 tygodnie stosowałam (w 95% ) dietę w postaci kaszy z warzywami zaleconą przez panią Sandrę dietetyczkę. Czy to dużo czy mało? Raczej chyba dobrze.

Kolejny etap to dieta przeciwkandydozowa. Nie jest to dieta bardzo restrykcyjna, raczej przeciwnie. Gdyby chcieć ją określić jednym zdaniem powiedziałabym , że jest to jakby powrót do diety przodków, kiedy nie było cukru i konserwantów.

Z pewnych rzeczy jednak trzeba zrezygnować. I tu jest dylemat bo w kuchni mam pare rzeczy, które trzeba albo oddać albo wyrzucić. Problem, bo moja sytuacja materialna jest marna i mam wyrzucać żywność! Szczególnie dobrą żywność, nieprzeterminowaną.

Jednak zdecydowałam się dojeść do wszystko. Szczególnie ze zbliża się wielkanoc, którą spędzę zapewne z rodziną. W sumie nie jest źle bo większość rzeczy można jeść.  Ale najgorsze są dyskusje i tłumaczenie się. Naprawdę dosyć mam tekstów typu: „po co się odchudzasz przecież jesteś szczupła?” No jestem ale to wynik codziennej walki.  Albo inny: „jedz wszystko co chcesz, po co sobie odmawiasz”. Jeszcze miesiąc temu ta sama osoba opowiadała jak żywi się warzywami i ćwiczy. Oczywiście wszyscy stwierdzą, że diety są glupie i wszyscy dietetycy też głupi, a ja wpadam w sidła bezsensownych teorii.

Tak więc postanowiłam dojeść to co mam przed Wielkanocą, a potem zacznę dietę od nowa. Nie ma sensu zaczynać dietę a potem dojadać niezdrowe resztki. Lepiej zrobić odwrotnie.

Dieta antykandydozowa mi się podoba, szczególnie, że wydaje mi się tania i da się chyba oszczędzić na jedzeniu. Może też być droższa jeśli kupuje się nowinki typu stewia itp i droższe produkty lepszej jakości. Ale gdyby z tego zrezygnować to wydaje mi się, że uda się ograniczyć koszty jedząć same warzywa i kasze.  Znajomy pochwalił mi się, że udało mu się przeżyć za 150zł przez miesiąc jedząc same warzywa.

Wypróbuję tę metodę. Najprościej wybrać 150zł z bankomatu i nie wydać ani grosza więcej przez miesiąc. Nie wiem czy to się uda. Moja koleżanka stosuje taką metodę, że wyznacza sobie kwotę na 10 dni i udaje jej się utrzymać.

Myślę, że już się wyleczyłam z manii zakupowej. Najgorsze są takie cykliczne promocje np. w Lidlu czy Tchibo, gdzie co tydzień są nowe ciekawe towary. Przyznam, że oglądam gazetkę z Lidla ale już nie biegnę żeby sobie coś kupić. Ostatnio miałam naprawdę sukces: pojechałam do Ikei (uwielbiam ten sklep głownie ze względu na inspiracje i pomysły) i udało mi się   kupić tylko ramkę z promocji. Przed kasami wyjęłam rzeczy z koszyka.  Tylko ta ramka! Maluję obrazy więc ramki są mi potrzebne ale po co kupować na zapas? Jeszcze muszę popracować nad manią zakupową, ale idzie dobrze.

Wydaje mi się, że mania zakupowa to jakby rodzaj robienia sobie samemu prezentów i spełnianie potrzeby czegoś nowego, jakiejś zmiany w życiu.  Warto znaleźć jakiś inny sposób poprawiania sobie nastroju niż kupowanie drobiazgów.  Może granie w kulki. Ostatnio sporo gram w kulki, bo moje dotychczasowe pomysły na życie okazały się chybione i znowu czas zaczynać wszystko od nowa. Granie pozwala się oderwać na chwilę bo bardzo wciąga i zmusza do mocnej koncentracji. Mój rekord to 43. To spory sukces, ale tylko raz mi się udało. Ale ok. 35 też osiągam.

Trzeba szukać swoich sukcesów. I to są moje male sukcesy czasu kryzysu:  powstrzymywanie się od kupowania, odzwyczajenie się od jedzenia kolacji i dobre wyniki w grze w kulki.

Po wielkanocy zaczynam dietę warzywną – ograniczenie kosztów jedzenia to bardzo dobra motywacja i na pewno uda mi się wytrwać.

Nie wiem czy warto pisać tego bloga. I tak nikt tego nie czyta. Urwał mi się klawisz backspace w laptopie i pisanie jest bardzo uciążliwe. Co tu robić?

 

 

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *